OPOWIEŚĆ O PORTO (1996)
Porto rywalizuje z Lizboną na każdym polu działalności ludzkiej i na każdym polu, no może z wyjątkiem piłki nożnej, rywalizację tę zdaje się przegrywać. I nie byłoby chyba najciekawiej, gdyby miało być na odwrót. Lizbona jest oto romantyczna, melancholijna (Lissabon oder die Lust traurig zu sein...), tęskna, w swej oryginalności nieobliczalna. Porto zaś emanuje cechami uznawanymi za kwintesencję wartości burżuazyjnych: pracowite i oszczędne, mniej idealistyczne od stolicy, spokojne, zapobiegliwe, i takie z mieszczańska rozsądne.

Dzieje miasta, które dało swą nazwę całemu krajowi, ściśle związane są z postępami średniowiecznej rekonkwisty. By ją usprawnić feudałowie hiszpańscy pod koniec XI w. wyodrębnili z Królestwa Leónu, państewka w płd.-zach. części Półwyspu Pirenejskiego, jednostkę polityczną zwaną od siedziby wasala hrabstwem Portus Cale. Hrabstwo zajęło obszar między Minho i Coimbrą, a stolica bywała od czasu do czasu przenoszona do Bragi lub Guimarães. Pierwotna nazwa miasta, czyli Portus Cale lub później - Portucale, stanowi połączenie łacińskich słów portus (port) i cale (ujście), można je więc tłumaczyć jako port u ujścia rzeki. Tym mianem miejsce nad Rio Douro określane było przez starożytnych Rzymian. Obecna wersja przyjęta się ostatecznie w XIV w. Spotyka się też pisownię Oporto - "o" jest w języku portugalskim męskim rodzajnikiem określonym, odpowiednikiem hiszpańskiego "el" czy włoskiego "il".

Dzisiejsze Porto, drugie pod względem liczby ludności miasto Portugalii tudzież jedyny poza Lizboną jej ośrodek wielkomiejski, liczy około 400 tys. mieszkańców tworząc wraz z sąsiednimi miejscowościami pokaźny, niemal półtoramilionowy obszar metropolitalny. Jako centrum gospodarcze portugalskiej Północy dostarcza krajowi znaczną część dochodu narodowego. Obok tradycyjnych dlań gałęzi przemysłu, jak np. przeróbka ryb, tekstylia czy petrochemia, rozwija się tu wiele nowoczesnych sektorów gospodarki. Z ekonomicznej siły wynika samoświadomość miasta. To w Porto zrodziła się portugalska rewolucja liberalna, później zaś szczególnie silny był tu opór wobec rządów Salazara. Różnicę między metropolią nad Douro a innymi miastami Portugalii dobrze oddaje popularne powiedzenie: Braga się modli, Coimbra śpiewa, Lizbona popisuje a Porto pracuje.

Mimo iż Porto nie dysponuje tak spektakularnymi miejscami jak Terreiro do Paço, Rossio czy Alfama i tym samym nie może pod tym względem być porównywalne z Lizboną - jest miastem ładnym. Centrum zbudowane zostało na twardym wyniesionym podłożu, ostro opadającym ku rzece, przez co przypomina nieco potężny, wykuty w skale amfiteatr. Z wyjątkiem głównych traktów ulice często gwałtownie skręcają zmieniając kierunek, są na ogół wąskie i strome. Współczesna dzielnica śródmiejska to jednak klasyczna zachodnioeuropejska świątynia pieniądza i jego atrybutów. Kwitnie w niej biznes, zarówno ten wielki reprezentowany przez instytucje bankowo-finansowe, jaki i ten całkiem mały, detaliczno-bazarowy, którego koncentrację stanowi Mercado do Bolhão, wielkie targowisko z żywnością przy Rua Formosa. W Porto prawie wcale nie widać ludzkiej biedy, tak niestety typowej dla placów i ulic Lizbony, mniej tu niż w stolicy (w każdym razie na pierwszy rzut oka) pucybutów oraz ciemnoskórej ludności z niegdysiejszych zamorskich posiadłości Portugalii.

W gospodarce w dalszym ciągu istotną rolę odgrywa produkcja słynnego wina, wytwarzanego jednak nie w samym Porto, lecz jego okolicach, głównie w Vila Nova de Gaia na lewym brzegu Douro. Sposób produkcji nie uległ zmianie od wieków. Winne grona jak wczoraj tak i dziś zgniatane są przez ludzkie stopy. Ubijacze stoją w kręgu objęci ramionami i kołyszą się w rytm dźwięków świszczałki. Dreptanie w miejscu wymaga jednak odpowiedniej kondycji. Dlatego też by nie opadli z sił serwuje się im dawki wysokoprocentowego alkoholu. Wino jest ważnym towarem eksportowym, dużą popularnością cieszy się zwłaszcza vinho verde (zielone) w najróżniejszych odmianach.

Miasto może poszczycić się sporą liczbą zabytków, przeważnie obiektów sakralnych. Obok masywnej katedry i kilkudziesięciometrowej Torre dos Clérigos, z 75 m najwyższej kościelnej wieży w kraju, na uwagę zasługuje romański kościółek São Martinho de Cedofeita, uchodzący za najstarszą świątynię chrześcijańską Iberii. Legenda lokuje jej budowę w VI wieku, a fundatora widzi w królu Swebów Teodomirze. Poza typowymi zabytkami architektonicznymi warto przyjrzeć się mostom na Douro. Najciekawszy - środkowy, noszący imię króla Ludwika (Ponte Luís), wzniesiony został z konstrukcji stalowych i wyróżnia się rzadko spotykanym dwupoziomowym układem jezdni. Pod mostem, równolegle z portem rzecznym, biegnie Cais da Ribeira: malownicza promenada z rzędem kolorowych kamienic i suszącym się praniem. Nawet jak na superromantyczną Portugalię miejsce to jest niebywale urokliwe, a jego panorama, uwieczniana na fotografiach i pocztówkach, w turystycznych folderach i przewodnikach, stała się jednym ze znaków rozpoznawczym Portugalii.

Opowieść o Porto byłaby niepełna bez wzmianki o azulejos. Różnych barw, zwykle z komponentą niebiesko-błękitną, zdobią wszystko co zdobić się da. Kafelkami z ceramiki przystrojone są więc fasady i wnętrza urzędów, domów i budynków mieszkalnych, kościołów i hal targowych, dworców kolejowych i supermarketów. Tematyka jest przeróżna, od prostych geometrycznych wzorów po wielobarwne obrazki ilustrujące wydarzenia historyczne, imperialną przeszłość kraju oraz sceny z życia współczesnego. Azulejos są wszędzie. Bez nich bowiem nie byłoby ani Porto, ani Portugalii.

Jarosław Swajdo

Świat i Podróże, 3/1996

O MNIE

KSIĄŻKI

CZYTELNIA

GALERIE

OFERTA

MAIL